marketing-coco-chanel-mademoiselle-kate_moss

Po prostu biznes.

Wiecie, że butelka perfum Chanel No. 5 jest sprzedawana na świecie co pół minuty? Jedwabna apaszka Hermesa z kolei schodzi w ilości jedna na dwadzieścia pięć sekund. Buteleczka najsłynniejszych perfum świata to wydatek rzędu 350 zł, z czego dokładnie 2% wędruje do domu mody Chanel, a jaśniej konsorcjum które jest jego właścicielem. Od prawie 90 lat zapach ten nie schodzi z piedestałów. Kupujemy je teraz, kupowali je również amerykańscy żołnierze, stacjonujący w Europie, w czasie drugiej wojny światowej.

Każda kobieta w Ameryce chciała byś posiadaczką tego jedynego i wyjątkowego zapachu. Ciężkiego, sztucznego(oparty jest głównie na substancjach syntetycznych i aldehydach), często przytłaczającego stylizację – ale Chanel to Chanel. Nie mniejszą popularnością cieszy się legendarna torba 2.55(powstała w 1955 roku) czy sztandarowa Mała Czarna, lub bardziej elegancki kostium Madame Coco! Gdy jakiś model ubrania obrośnie w legendę przynosi astronomiczne dochody! Każdy z Wielkich Domów Francji i Włoch może pochwalić się swoim „sztandarem”. Louis Vuitton – Speedy 35, Hermes – apaszki czy legendarna Birkin, YSL – safarinne lub po prostu dobrze skrojony garnitur z taliowaną marynarką, Calvin Klein – clutch(miniaturowa wersja torby listonosza), Missoni – wzór na sukienkach, Emilio Pucci – wzór Pucciego i rozchwytywana Markiza. W Chinach prześcigają się kto zrobi lepszą podróbkę danego modelu. Nie ukrywajmy – lepsza podróbka wyższa cena, ale i tak przystępna w porównaniu do oryginału. Jednak zasadniczą różnicą między legendą, a sezonowym hitem jest reakcja na podróbki. O ile projektanci sezonowych hitów są zmuszeni do tworzenia zupełnie nowych kolekcji w celu uratowania firmy, o tyle legendarne rzeczy bronią się same. Mimo posiadania kilku podróbek LV, kobiety i tak dążyć będą do kupna oryginału.

Oryginał jest niepowtarzalny.

Wracając do sedna sprawy. Kiedy domy mody Versace poinformował o przewidywanym dochodzie na rok 2011 na poziomie 330 mln euro nasi ekonomiści przetarli oczy ze zdziwienia. W Polsce moda wciąż traktowana jest „po macoszemu”. Zamiast postrzegać ją jako kolejną płaszczyznę dochodowego przemysłu my widzimy w niej tylko szpetną, odpychającą, ekstrawagancką fanaberię pseudoartystów, którzy wybrali ten, a nie inny biznes.. W kwestiach wcześniej wymienionych epitetów należą się wyjaśnienia. Obserwując polską scenę mody można dojść do mniej więcej takich wniosków : mamy dwa nurty – bardzo drogie H&M i Zarę(cena od projektanta jest nieporównywalnie wyższa – ma mniejszy obroty po prostu) lub coś co przypomina ostry death metalowy koncert próżności i performingu – brzydota i zawyżone ego.
Powód?

„Ostry death metalowy koncert próżności i performingu” jest wynoszony przez prasę na podesty lub miażdżony totalnie przez tych samych redaktorów. Zależy od nastroju. Krytyka mody polega na „wyjmowaniu pereł z mułu” i zachwycaniu się nimi, a nie z powodu braku pereł, na wyciąganiu mułu i krytykowania go za bycie mułem, a nie perłą…
A przecież można przemilczeć. Z kolei typ drogiego H&M i Zary to przejaw zachowawczości i braku inwencji. Tylko jeżeli projektant nie ma nazwiska to co ma wybrać krytykę czy… krytykę?
Do tego w żaden sposób nie konstruktywną… Gdyby modystka Coco Chanel nie miała takiej osobowości(w naszych czasach pewnie zarzucano by jej zbyt wysokie mniemanie o sobie i mieszano z błotem) nigdy nie powstała by ta legendarna Mała Czarna czy Chanel No. 5.

Dlatego staję w obronie tych projektantów i z rodziny drogiego H&M czy Zary i z „ostrego death metalowego koncertu próżności i performingu”. Dajmy im tworzyć, bo dla każdego z nich jest miejsce. Zweryfikuje ich rynek. W końcu to przede wszystkim biznes. Wciąż w fazie tworzenia. Wciąż wymagający normalizacji i określenia standardów. My z kolei pokazujmy to, co nam się podoba, nie mieszajmy z błotem tego co po prostu nie przypadło nam do gustu…

Inaczej o 330 mln euro, które tak naprawdę będzie krążyć między szwalniami, agencjami reklamowymi, agencjami modelek, agencjami eventowymi, podwykonawcami i fabrykami, nami wszystkimi, możemy zapomnieć…

tekst: Paweł Grzegorz Kutnik

AboutBS

Komentarze Facebook: