Theboldandthebeautifullogo2004

Moda na sukces…

…odcinek… Nie, żartuję sobie. Chociaż, kiedy byłem małym chłopcem bardzo często z babcią oglądałem ten „telewizyjny tasiemiec”. Nie wiem czy to było najrozsądniejsze, biorąc pod uwagę zawiłości fabuły i całkowicie nieetyczny sposób zachowania głównych bohaterów.
Nie za bardzo rozumiałem też o czym w ogóle jest ten serial(!?). O tym, że cała akcja toczy się wokół domu mody dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Co i tak nie pozwala mi „ogarnąć” fabuły do końca. Natomiast mogę śmiało powiedzieć, że mimo jego przerysowania i odejścia od wątku domu mody gdzieś w 1500 odcinku (strzelam), bardzo dobrze oddaje standardy polskiego show-bizensu. Plotki, romanse, romanse, plotki, gdzieniegdzie konflikty lub publiczne wyznawanie dożywotniej, a nawet sięgające ponad żywot na ziemi, sympatii.

Jak wytłumaczyć bowiem fakt zawierania konszachtów : „ja o Tobie miło napiszę u mnie, Ty napiszesz o mnie równie miło”. „Ty mi dasz to, to i tamto, a ja o Tobie wspomnę kilka miłych słówek”. Nie piszę teraz o oficjalnej promocji jak, np. projektanci wypożyczają ubrania celebrytom w celu zaprezentowania swoich kreacji na salonach. To jest jasne i czytelne i każdy o tym wie.

Zdumiewające jest z kolei to, że coraz więcej wysoko postawionych osób w „branży” mówi o ukróceniu tego typu zachowań. Szkoda tylko, że efektów jak nie było, tak nie ma. Tu artykuł „bez słodzenia”, chłodny i rzetelny, a jak się go czyta to płakać się chce. Jedyny zarzut : „krzywo ustawione krzesła, giftbagi z nieekologicznego papieru, za mało rzeczy w giftbagu”. A wydarzenie i kolekcja jak były cudowne, tak są nadal. Te same epitety, te same sformułowania, te same projekty, a nikt tego nie śmie skomentować. Bo jak to? Wciąż panuje „Moda na Sukces”, a jedno potknięcie może wiele kosztować. Jak tu być dziennikarzem modowym, gdy po nieprzychylnej opinii więcej zaproszenia na pokaz się nie dostanie?

Jednym z rozwiązań, może nie najlepszym, bo należącym do grupy półśrodków, jest stosowanie zasady : chwalić publiczne, a projektantowi prywatnie skrytykować. Tylko, że to zachowanie również zostało już…, a jakże, skrytykowane. Za dwulicowość, nierzetelność – możliwe, ale rokujące zmiany na lepsze. Przecież to opinia ludzi, jest najważniejsza, a przy wciąż udawanej i „lukrowanej” nie zrobi się kroku na przód.

Ile raz światowej klasy projektant zostało mocno sprowadzony na ziemię?
Ile razy oberwał za nudę czy zachowawczość?
Za powielanie… A mimo to wciąż jest projektantem światowej klasy…
Ciekawi mi czy Anna Wintour, trzymając swoje myśli na wodze, zaszłaby tak daleko jak jest dzisiaj? Fakt, jej pozycja i reklamodawcy nie pozwalają jej teraz na wyrażania do końca własnej opinii, ale jednak jakoś znalazła się na samym szczycie, a jej zdanie jest cenniejsze niż miliona popleczników.

text: Paweł Grzegorz Kutnik

AboutBS

Komentarze Facebook: