Łukasz Stępień – projektant, twórca, artysta

Z Łukaszem Stępniem spotykam się w „Odzieżowym Polu” gdzie znajduje się jego Atelier, na ul. Mokotowskiej51/53 w Warszawie. Na żywo o wiele przystojniejszy niż na dostępnych w sieci zdjęciach… Minusów na pierwszy rzut oka nie dostrzegam. Dalej pomyślę, że to jeden z tych talentów, które zdecydowanie za mało widać na arenie modowego showbiznesu w naszym kraju. Ma jeszcze jedną wadę … nie projektuje dla kobiet, a przynajmniej cały czas się tego wypiera … O tym, że jest nad wyraz szczery i pozostaje sobą przeczytacie poniżej.

ZAPRASZAM!

FOT. SEBASTIAN MAMAJ

Jesteś w Polsce, ale jakby Cię nie było … Co teraz porabia Łukasz Stępień?

Łukasz Stępień: Jestem w Polsce. Wróciłem po krótkiej nieobecności i właśnie trwają przygotowania do mojego jesiennego pokazu, który będzie na początku października.
Najprawdopodobniej w jednym ze stołecznych teatrów, ale o tym jeszcze cisza … Niemniej myślę, że pokaz będzie w naprawdę w fajnym miejscu i pokaże nowe obliczę mody męskiej.

Trwają przygotowania do postawienia mojej nowej strony internetowej, będzie to na pewno nowa jakość i wszystko będzie aktualizowane na czasie. Będzie też wirtualna platforma klienta, gdzie będzie można obejrzeć tkaniny, zamówić próbki do domu. Zobaczyć nowe projekty z bliska i określić terminy szycia.

OK, a zaprosisz mnie na przygotowania do październikowego pokazu?

Łukasz Stępień: Tak, oczywiście.

Super!(śmiech)

Łukasz Stępień: Na pewno pozostaję tu na Mokotowskiej i nadal obsługuję klientów, mimo jak widzimy tętniącego remontu za oknami. Mokotowska to naprawdę ulica, na którą chce się przychodzić i przychodzący tutaj ludzie są w pełni otwarci na modę.

A czy taki potencjalny klient będzie się z Tobą kontaktować tylko poprzez mail, czy może umówić się z Tobą w pracowni, przyjechać, porozmawiać o projekcie, zmierzyć się już porządnie na miejscu?

Łukasz Stępień: Będzie taka możliwość. I jest. Co chwila otrzymuję telefony z zapytaniem o spotkanie, ceny, terminy. Dzwonią naprawdę różni ludzie, od polityków szukających zwykłych dobrze skrojonych garniturów, po ludzi otwartych na modowe wyzwania i chcących przekazać mi inicjatywę projektu.

Przyznaj się: łatwiej Ci się projektuje dla mężczyzn niż dla kobiet i dlatego skupiłeś się tylko na męskiej ofercie?

Łukasz Stępień: Hmmm … Może od początku …
Pomysł na projektowanie narodził się w mojej głowie w momencie, gdy sam nie mogłem dostać nic ciekawego dla siebie. Wydawało mi się, że wszystko mogłoby być lepiej, staranniej uszyte , wysmakowane w detalach, no i to co najważniejsze komfort noszenia mógłby być lepszy.
Z czasem znalazłem bardzo uczciwą krawcową, którą wysłałem na szkolenia do Włoch, zacząłem jej ściągać stamtąd szablony konstrukcyjne zgodne z obowiązującymi trendami i jakoś przez 5 lat wspólnej pracy jeszcze się sobie nie znudziliśmy. Właściwie można powiedzieć że rozumiemy się bez słów.

Czyli współpracujesz z jedną krawcową na stałe?

Łukasz Stępień: Nie, mam ich więcej. Mam 4 osoby, z którymi współpracuję. Tu się od razu przyznam, że najlepiej współpracuje mi się z kobietami. Bardziej przykładają się do pracy, są staranniejsze i mogę powiedzieć, że czują moje projekty.

Czy to znaczy, że nie współpracujesz z krawcami?

Łukasz Stępień: Nie. Wiesz, z nimi jest taki problem, że oni zawsze wiedzą lepiej ode mnie i uważają, że skoro ja jestem młodszy od nich, bo oni zazwyczaj są po 60-tce, to ja się trochę nie do końca na tym znam. Nie przestrzegają terminów, miary. Boją się, że ukradnę im pomysły, że kiedyś odejdę i zabiorę ich know how, a przecież tak nie jest…
Nawet nie chcą słyszeć moich pomysłów, gdy widzę, że np. tkanina się marszczy, bo dziś są nieco inne materiały niż kiedyś były …

Chcesz powiedzieć, że sam również projektujesz tkaniny?

Łukasz Stępień: Tkanin nie projektuję, aczkolwiek robię nadruki, co jest niestety dużym wydatkiem. Zwłaszcza w momencie, gdy muszę zaprojektować tkaninę, bo mam ją obrobić w elektronicznym systemie, dalej obrobić ją w systemie na maszynę. Minimalny nakład to jest 500-600 metrów, co w praktyce oznacza, że uszyję z niej trochę garniturów, a reszta zostanie. Niemniej, gdy byłem we Francji to projektowałem tam tkaniny na spodnie, głównie to był sitodruk. Jeśli chodzi o o same tkaniny to sprowadzam je z Włoch. Są pewne rejony, gdzie jest taki wybór tkanin, że można oszaleć, i często 3 dni się zastanawiam, w które zainwestować i które tak naprawdę są mi potrzebne.

A nie kręci Cię tworzenie materiałów?

Łukasz Stępień: Oczywiście, że mi się to podoba, jak tkanina powstaje od początku do końca i jest to moją inwencją. Mogę zaprojektować każdy detal, od gramatury po fakturę i kolor. Jednak powiem ci szczerze, że bardziej kręci mnie konstrukcja samego ubrania, robienie guzików czy haftów na zamówienie, niż tworzenie tkaniny. Zresztą, jeśli już o materiałach mowa, to zdradzę, że szykuję się do wypuszczenia na rynek bielizny, dokładnie fajnie skrojonych, z ciekawym wykończeniem, bokserek: linia damska i męska.

Gdzie można dostać Twoje ciuchy, tylko w sieci?

Łukasz Stępień: Oczywiście, że można mnie dostać w sieci i poza nią.W sieci jestem w butiku saltandpepper.pl. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że ludzie przestają ufać tym internetowym wyprzedażom i sklepom z wieloma projektantami. Jakiś czas temu rozmawiałem z Basią Czyżewską, z butiku na Mokotowskiej 73 – ADDRESSBOOK CONCEPT STORY – i załapaliśmy wspólną nić porozumienia i nawiązaliśmy współpracę. Zatem moje ubrania będzie można dostać również tam. Stale zapraszam też do kontaktu ze mną poprzez moją stronę oraz na Żoliborzu, czy właśnie tu na Mokotowskiej 51/53. Wiem, że moje ubrania można kupić tez w Sopocie, Krakowie. Chciałbym wprowadzić sprzedaż w Poznaniu i w najbliższym czasie mam nadzieje, że właśnie tam ubrania będą dostępne również.
Z pracą projektanta jest tak, że jeśli jest potrzeba i jest klient to jesteśmy w stanie jechać do innego miasta i go obsługiwać. W dzisiejszych czasach to bardzo wygodne dla ludzi ceniących każdą minutę swojego wolnego czasu. Często moi stali klienci zapraszają mnie do siebie do domu w godzinach późno nocnych, gdy skończą pracą.

Wracając do ADDRESSBOOK’a – ostatnio powstało wiele takich miejsc, co o nich myślisz?

Łukasz Stępień: Doświadczenia z pobytów zagranicą dużo mi uświadomiły, że jaki by butik nie był w konkretnej dzielnicy zawsze tam jest ruch. Są klienci, którzy nie liczą się z pieniędzmi, nie patrzą na metki, bo ich nie ma. Zatem można sprzedać 3 rzeczy na tydzień i się jest do przodu. Dlatego jestem jak najlepszej myśli, co do takich miejsc jak ADDRESSBOOK CONCEPT STORY, jeśli ich właściciele mają na swoją przestrzeń pomysł i mają określoną grupę docelową. Nawet sam myślałem by otworzyć coś takiego gdzieś na Nowym Świecie. Chyba bardziej coś jak atelier „Łukasz Stępień+Projektanci”. Organizowałbym tam pokazy, spotkania, różne eventy, a osoby dzielące ze mną przestrzeń, ci wyselekcjonowani mieliby abonament, a w nim określone usługi, jak PR + wprowadziłbym sprzedaż butów męskich których mi brak na polskim rynku. Często klienci się mnie pytają, gdzie można kupić fajne buty, a ja jestem w stanie podać kilka adresów, ale to wciąż za mało !

Czy Ciebie prowadzi jakaś agencja PR?

Łukasz Stępień: Współpracuję z agencją IQ ARTivist’s. Jestem jedynym projektantem w ich ofercie. Wcześniej mieli Ewę Szabatin i Olgę Szynkarczuk, obecnie z mej dziedziny zostałem sam. I wiadomo, że nacisk pracy w promowaniu mej osoby z ich strony jest nieco ograniczony.
Oni zdecydowanie się specjalizują w promocji tancerzy czy aktorów.

Czy Łukasz Stępień bywa na imprezach świata show?

Łukasz Stępień: Bardzo rzadko. Albo tak: bywam tylko na imprezach, które mają dla mnie duże znaczenie pod względem modowym, jakieś odbicie w tej sferze życia, ale zdarza mi się widzieć kolekcje znanych projektantów na wiele wcześniej, niż to ma miejsce oficjalnie podczas pokazu dla całej śmietanki towarzyskiej.Bywa i tak, że czasem zwyczajnie mi się nie chce gdzieś iść, by tylko posiedzieć tam chwilę, gdzieś daleko w ławce i nic nie zobaczyć.

OK. A jak Ty oceniasz kondycję polskiej mody. I nie mówię tu tylko o świecie gwiazd, showbiznesu, ale i nasze ulice …

Łukasz Stępień: Ja zawsze staram się wnosić coś w modę, ale niestety często zdarza się tak, że widzę, że ludzie boją się eksperymentów. Smutne trochę jest to, że zdarzają się takie sytuacje, że klient potrafi powiedzieć do mnie: „panie Łukaszu, a może zróbmy garnitur bez tej kieszeni tu lub bez tego przeszycia”. To jest wtedy taki brak zaufania do zmysłu projektanta.

Jak myślisz, z czego takie zachowanie wynika?

Łukasz Stępień: Chyba bierze się to stąd, że Polska na mapie modowej leży jeszcze gdzieś na uboczu. Większość ludzi ubierających się do biura, do firmy, pracy, myśli troszkę zaściankowo. Dla nich poniesienie ryzyka połączenia łososiowych spodni z zieloną koszulą i szarą marynarką jest absolutnie nie do przyjęcia. I nawet nie chcą o tym rozmawiać. A co dopiero zaszaleć!

Ale wiesz, że wynika to z przyjętego dress code w korporacjach?

Łukasz Stępień: Tak wiem, że firmy mają swój dress code, ale uważam, że nie należy z nim przesadzać – przykład Włochy: genialne dobrane tkaniny, fasony i wysmakowane detale całości.

To jakich klientów lubisz?

Łukasz Stępień: Najbardziej takich, którzy mają wyobrażenie o modzie. Mają swoje ulubione marki i chcą eksperymentować, a mają np. problem z rozmiarem. Sądzę też, że wkrótce narodzi się grupa osób, które w modzie będą wiedziały czego chcą i nie będą się bały zamówić w formie eksperymentu czegoś czego nie widziały na oczy.

Dopiero co wróciłeś z Mediolanu. Jakie są Twoje zachłyśnięcia tamtym światem, tak na świeżo? Porównywałeś polski modowy świat z tamtejszym? Widzisz różnice, a może ich brak?

Łukasz Stępień: Oczywiście widzę! I to naprawdę wielkie. Niestety Polska będzie Polską ze wszelkimi przypisanymi jej przywarami póki nie otworzymy się na innych, również w modzie i póki nie wpuścimy do nas zagranicy. Czy to na nasze ulice, do szaf, czy na polski Fashion Week. Myślę, że gdy u nas wszelkie imprezy będą robione dla ludzi na nie przychodzących to to ma szansę iść do przodu. Niestety na razie wszystko co się u nas dzieje opiera się na pieniądzach, by je wydać i by je zarobić. By się spotkać ze znajomymi i każdy by się cieszył – to takie krótkie streszczenie naszych wydarzeń modowych.Za granicą każdy człowiek, którego spotkałem to chodzący outfit. Każdy swym strojem mówi co innego. To jest naprawdę świetne! Diane Pernet czy Bryan Boy na takie Fashion Week’i jeżdżą po pierwsze po to by podziwiać modę, czerpać z niej inspirację, a dopiero potem by się pokazywać czy bywać na after party. Event, jak jest, to jest zorganizowany dla konkretnego domu mody i musi być, bo reklamuje nową kolekcję. U nas w kraju jest odwrotnie. Pokaz mógłby nie istnieć, ważne by było after …

Jak to się stało, że nagle znalazłeś się przy organizacji pokazu Jill Sander?

Łukasz Stępień: Szczerze to poleciałem do Włoch z kilku powodów, ale wszystkie miały ten sam mianownik: fashion&beauty. Miałem też pokaz swojej najnowszej kolekcji fall 2010/2011, który pokaże w październiku w Warszawie. Miałem pewne kontakty do agencji organizujących pokazy czołowych marek, a dalej już zostałem wciągnięty w organizację pokazu i wylot do Florencji, gdzie wszystko miało miejsce. Oczywiście miałem dostęp do wszelkich zakamarków, na backstage, mogłem podpatrzeć jak wyglądają przygotowania do pokazu. Zdobyć niesamowite doświadczenie i wiele się nauczyć. To było dla mnie naprawdę cenne! Widziałem stres i podniecenie panujące za kulisami.

Zaskoczyło Cię coś szczególnie? Może wprawiło w zachwyt?

Łukasz Stępień: I jedno i drugie, tzn. będąc tam widziałem jak pracują nad choreografią. Ja zawsze myślałem, że zagranicą takie przygotowania do pokazu trwają strasznie długo, a tu okazało się, że wszystko zajęło 2 godziny! Byłem w szoku, że były tylko 3 próby wyjścia modeli i pokaz. Zapewne poziom ich doświadczenia był adekwatny i mogli sobie na takie rzeczy pozwolić. Jednak to zapada w pamięć.Jak pracowałem w Paryżu widziałem prace przy wielu pokazach i powiem ci, że trwało to nieraz i tydzień. Począwszy od nauki chodzenia, wyrobienia wspólnego kroku, tempa, ilości przechyleń, skłonów, poprzez dyskretne zaznaczenie miejsc obrotu modela na wybiegu, aż do samego pokazu. A tu tylko 2 godziny, to naprawdę daje do myślenia, że mając wszystko dobrze dopracowane, mocno zgraną i przeszkoloną ekipę można zrobić pokaz na bardzo wysokim poziomie ograniczając próby do minimum.

A jak wzory ubrań Jill Sander prezentują się na żywo?

Łukasz Stępień: Miałem okazję zobaczyć z bliska każdy model, a przy tym dowiedzieć się, że np. tylko część trafia do regularnej sprzedaży, a jak już to jest szyta na nowo. Chodzi o to, że do pokazu kolekcja jest tworzona ze specjalnych tkanin wyglądających dobrze w świetle reflektorów, niemnących, a dla klienta końcowego wykorzystuje się już inne tkaniny.

A co Ci się nie podobało?

Łukasz Stępień: Hmmm … nie było stresu, a ja lubię stres. 🙂
(śmiech)

Jednym słowem jesteś tyranem!

Łukasz Stępień: Hahaha, aż tak źle chyba nie jest, ale przy moim pokazie na miejscu jesteśmy już ekipą o 7 rano i pracujemy. Wiadomo kilka prób, o wiele więcej niż 3 wyjścia. Prasowanie ubrań. Makijaże. Fryzury. Jest tempo i jest adrenalina.

Która kolekcja na Milan Fashion Week najbardziej przypadła Ci do gustu?

Łukasz Stępień: Dolce & Gabbana mieli fajną kolekcję na 25 – lecie swojej działalności. Dalej podobała mi się propozycja Iceberga. Otaczała się 2-3 kolorami, wszystko się zlewało ze sobą i fajnie komponowało i było spójne. Kolekcja Jill Sander najmniej mi się podobała, ponieważ nie lubię gryzących kolorów, a u niej było ich dużo. Za bardzo, jak dla mnie, były wycięte krótkie spodenki.

Jaka będzie Twoja październikowa kolekcja?

Łukasz Stępień: Moja kolekcja będzie połączeniem z jednej strony angielskiego gentlemana, który zna swoje miejsce , jest pewnym siebie człowiekiem i lubi eksperymentować, a z drugiej można to wszystko będzie tak połączyć, że będzie się dobrze ubranym gentlemanem w Polsce.
Całość będzie dość kolorowa. Zobaczymy brudny róż, ale i różowe muszki – mojego projektu, dość dziwne. Będą niebieskie koszule. I kratka oraz nieklasyczna jodełka. Wszystko nawiązuje do mody starej Anglii. Miesza się z Francją, ale i nowoczesnymi krojami.

Dużo będziesz mieć projektów?

Łukasz Stępień: Już troszkę jest: kurtki, płaszcze, koszule, kamizelki. Nie będzie kombinezonów … Planuję 24 wyjścia.

To co jeszcze dopiszesz do swego portfolio?

Łukasz Stępień: Np. ostatnio zajmowałem się projektowaniem wnętrza jednej klientki oraz robiłem rękawice motocyklowe dla jednej z firm. Powiem ci, że w przyszłości myślę też by zająć się projektowaniem mebli.

Niczym Zień – tylko, że on robi płytki.

Łukasz Stępień: No ja bym płytek nie chciał.

Uważasz, że aby być dobrym projektantem należy skończyć szkołę kierunkową?

Łukasz Stępień: W niektórych przypadkach uważam, że nawet dobrze jest jej nie kończyć. Ja np. jak kończyłem semestr to na zaliczenie nie dawałem nigdy najlepszego projektu, bo bałem się, że mi wykładowca ukradnie pomysł. Poza tym zapytajmy się kto zakłada w Polsce szkoły dla projektantów? Na całym świecie tworzą je znani projektanci, albo grupa osób, która wie co robi. U nas niestety tak nie jest. Ja sam kończyłem MSKPU i z punktu widzenia absolwenta powiem, że więcej mi dał pobyt w st. Martins, krótszy bo krótszy, ale więcej się nauczyłem niż tu.
Sądzę, że gdybym poleciał za granicę do pracy u projektanta na 3 miesiące to więcej bym się tam nauczył, niż przez te lata w Warszawie. Czasem dobrze jest iść na staż do projektanta, szczerze bym takie rozwiązanie polecał młodym ludziom. Zawsze kieruję się tą prostą zasadą : Nauka poprzez doświadczenie.

Wracając do uczelni – uważasz, że studia mogą zabić wyobraźnię przyszłego projektanta?

Łukasz Stępień: Myślę, że tak, ale bardzo często mogą ją też rozbudować. Umocnić. Np. na zajęciach mieliśmy zadanie by zaprojektować ubranie dla martwej osoby do trumny. Oczywiście ja bym na to nawet nie wpadł, ale że miałem pracę to musiałem do nie twórczo podejść, bo takie ubranie zakłada się ciężko. Wymaga odpowiedniego materiału, konstrukcji, itp.

Co sądzisz o wyprzedażach wśród projektantów?

Łukasz Stępień: Uważam, że projektant, który się ceni nigdy nie powinien zrobić wyprzedaży większej niż 20 % związanej jedynie ze zrobieniem miejsca na wprowadzenie do butiku nowej kolekcji. A nie na zasadzie, że wprowadzamy nową kolekcję i mamy na nią promocyjne ceny.
Jeśli klient, który płaci dużo pieniędzy za płaszcz czy garnitur zobaczy, że jest przecena to pomyśl;i od razu: „aha, to znak, że coś nie idzie, to jak będę tu szył następnym razem garnitur na miarę to mogę go kupić od razu taniej”. Studiowałem też psychologię i zarządzanie więc przepraszam za psychologiczne odpowiedzi.

Spotkam Cię na październikowym Fashion Weeku w Łodzi?

Łukasz Stępień: No właśnie raczej nie … Rozważam taką myśl.

Jak to?

Łukasz Stępień: To jest Łódź. Prawda?

Nie lubisz tego miasta?

Łukasz Stępień: Nie, tego nie mówię, Łódź jest piękna!, ale wydaje mi się, że lepiej jest inwestować w tego typu imprezy w Warszawie, a nawet w Poznaniu.

Czyli same minusy? (śmiech)

Łukasz Stępień: Z całym szacunkiem, ale mnie najbardziej zależy na moich klientach, a oni wiem, że nie przyjadą, bo impreza jest w ciągu tygodnia. Zatem dla kogo ja mam tam pojechać? Mogę dla sponsorów, dla dziennikarzy, ale dla nich to ja zrobię pokaz tu w Warszawie. Nawet wolę być tu na miejscu niż tam, bo tam jak pojadę to będę się strasznie stresować, że coś pójdzie nie tak, że nie ja tym steruję. Tu mam wszystko pod kontrolą, nie lubię nie oczekiwanych zmian. Tak naprawdę jeszcze wszystko zależy od strony finansowej jaką organizatorzy zaproponują wystawcom. Bo jeśli np. miałbym zapłacić 10 czy 15. tys. zł za organizację pokazu, z którego korzyści będą mizerne, to wolę zrobić to w stolicy. Boję się też, że ktoś zwyczajnie przegapi mój pokaz, bo pójdzie np. po drinka lub na inny pokaz …

My na pewno nie przegapimy jego pokazu zaplanowanego na październik …

Łukasz jest bardzo ciekawym rozmówcą, a zrobione specjalnie dla nas zdjęcia z przygotowań do pokazu Jill Sander możecie zobaczyć w naszej galerii.

Projektant podzielił się też z nami dwoma zdjęciami z najnowszej kolekcji. Mamy nadzieję, że przypadły Wam do gustu.

FOT. SEBASTIAN MAMAJ

ZDJĘCIA Z BACKSTAGE’u :

AboutBS

Komentarze Facebook: