TM12_cover

Jesienny numer TAKE ME 12 Alice In Change JUŻ JEST!!

Czy zaopatrzyliście się już w najnowszy numer TAKE ME 12 Alice In Change? Jeżeli jeszcze nie i do zakupu nie jesteście przekonani to mamy dla Was fragment wywiadu z Robertem Kupiszem oraz zdjęcie najnowszej okładki.

Zapraszamy do lektury! Naprawdę warto!

„Wszystko zawdzięczam sobie”. Od lat stawia na wierność sobie. Nie interesuje się odcinaniem kuponów, choć mógłby. Zamiast tego woli ryzykować, próbować i doświadczać nowych rzeczy, zmieniać swoje życie. Rezygnować z wszystkiego, co bezpieczne i znane, ale nie rezygnować z marzeń. Mieć świadomość, że realizuje je wszystkie, krok po kroku. Każdy stawiając samodzielnie. Tancerz, właściciel szkoły, stylista fryzur, projektant mody. ROBERT KUPISZ.

Panie Robercie, jest Pan jednym z synonimów życiowych zmian. Skąd w Panu ta odwaga, żeby zmieniać?

Wie Pani, ja wcale nie uważam się za osobę odważną. Po prostu kiedy coś, co robię, przestaje dawać mi satysfakcję, zaczynam planować ucieczkę. Zawsze wtedy, kiedy jeszcze mam na to siłę. To ważne, bo jeśli jej zabraknie, może być trudniej albo nie być w ogóle.

Czyli nie ma w Panu strachu? Bo ja bym powiedziała, że Pana zmiany są drastyczne.

To prawda, są. Aby zacząć karierę stylisty fryzur, sprzedałem mieszkanie w Kielcach, wyrejestrowałem swoją osobę ze szkoły tańca, która odnosiła duże sukcesy i w wieku 32 lat pojechałem uczyć się nowego zawodu w innym kraju. Zdecydowałem się na 15-dniowy kurs stylizacji fryzur w Londynie. Przyjechałem do obcego miasta, gdzie nikogo nie znałem i nie miałem nawet żadnego punktu zaczepienia. Spaliłem za sobą mosty, ale tak lubię. Jakoś tak sam się nakręcam, żeby nie mieć możliwości powrotu, bo wiem, że mógłbym żałować. Albo co gorsza poddać się w połowie drogi. Jest to ryzykowne podejście, ale nic na to nie poradzę. Sam siebie wyrzucam na głęboką wodę, z warunkiem, że muszę nauczyć się pływać, bo utonę. Logicznie myśląc, moja decyzja była bardzo nierozsądna, ale nigdy się nad nią nie zastanawiałem. Tak samo teraz, kiedy przygotowywałem pokaz swojej pierwszej kolekcji, znowu potrzebowałem zmian. Tym razem było mi jednak łatwiej. Obok siebie miałem ludzi, którzy we mnie wierzyli.

Nie chciał Pan zostać w Londynie?

Nie było takich propozycji. Bardziej w Paryżu. Kiedy pracowałem jako stylista fryzur, francuskie agencje zaczęły do mnie dzwonić i proponować współpracę. Zobaczyli moje zdjęcia w Vogue’u i zaczęli się mną interesować. Podobało im się, że to, co robię, jest bardzo charakterystyczne. Szybko zacząłem więc pracować dla takich firm jak Lierac czy Bourjouis, zrobiłem trzy paryskie opery. Przez dwa lata jeździłem do Paryża. Tylko, że ja się tam źle czułem. Oni myśleli, że przeprowadzę się na stałe, a ja wolałem dojeżdżać i w końcu zrezygnowałem.

A Warszawa? Ona też była przecież dla Pana nowym miejscem.

Bałem się jej. Nie lubiłem. Bardzo tęskniłem za Kielcami, do których chciałem pojechać, ale wstydziłem się tam wracać, dopóki czegoś nie zrobię. Bałem się przyznać do porażki, bo przecież wszyscy uważali, że moja decyzja jest szalona. Więc nie jeździłem. Pojechałem dopiero, kiedy moje nazwisko zaczęło pokazywać się w gazetach i stałem się osobą na topie. Pamiętam, że wszedłem wtedy na salę do tej mojej dawnej szkoły tańca, dzieciaki się odwróciły i zaczęły bić brawa.

A jak zareagowali Pana najbliżsi, kiedy Pan im zakomunikował, że wyjeżdża z Kielc?

Stukali się w czoło. Mówili „zwariował”. Moja mama denerwowała się, z czego będę żył. Wszyscy byli sceptyczni. Dopiero potem przyznali, że jednak miałem rację. Kiedy 11 lat od tamtego wydarzenia po raz kolejny zmieniałem swoje życie, nikt nie miał już wątpliwości, że będzie dobrze.

No właśnie. Pana pokaz. Niepoprawny, jakby nieułożony, spontaniczny…

Chciałem wykorzystać w nim swoje doświadczenia nagromadzone przez te wszystkie lata. Zebrałem w jednym miejscu ludzi z wszystkich okresów mojego życia. Była moja rodzina, dzieci ze szkoły tańca, ludzie z Warszawy. Byli wszyscy. Nie chciałem kopiować i udawać, bo nie muszę tego robić (…)

Fot. Jarek Poremba

Rozmawiała: Maria Dudziak

AboutBS

Komentarze Facebook:

  • Niestety nie mam dostępu do papierowej wersji magazynu a bardzo mnie to ciekawi – czyjego autorstwa jest ta spódnica?:)